<title_newspaper="Sztandar Młodych">
<title_article="Pijawki">
<author_1="T. Kołodziejczyk">
<language="pl">
<style="press">
<year="1954">
<month="9">
<date="1954-09-04">
<period="d">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Nie chodzi o małe oślizłe stworzenia, żyjące najczęściej w stojącej wodzie. Te są czasem pożyteczne, ba — zalecane nawet przez lekarzy w celu ściągnięcia nadmiaru krwi. Chodzi o inne pijawki, które także umieją wyssać krew, lecz żyją w zgoła innym środowisku, stosują inne metody pasożytowania, choć obiektem ich żarłoczności jest jedynie człowiek. I dlatego są stokroć szkodliwsze. Oto one...Pierwsza pijawka jest z typu wiejskich. Nazwisko: Stanisław Pluta. Zajęcie: Właściciel sklepu kolonialnego w Parzynowie, pow. Kępno. Człowiek — jak mówią — nie pozbawiony sprytu. Szybko zrozumiał, że położony na uboczu wsi i czynny tylko kilka godzin dziennie sklep GS nie może skutecznie konkurować z jego „interesem". A „interes" jest wcale, wcale... Bo to przecież można nie doważyć, można cenę podnieść. Gdzieżby tam chłop żądał cennika kupując potrzebne w domu artykuły przemysłowe! Jeszcze jest wdzięczny, że drzwi sklepu kolonialnego pana Pluty o każdej porze dnia stoją dla niego otworem. I nie tylko o każdej porze dnia — wieczorem i nocą także. Wtedy, to — z wiadomych tylko właścicielowi zakamarków wyciąga Pluta kształtne butelki z przezroczystym płynem, pęta kiełbasy i ugoszczą swoich klientów. Że nie ma zezwolenia na handel wódką, lub wędlina to dla niego nie ważne. Ważne jest to, że do zasobnej kieszeni wpadają lekko złotówki i że zadowoleni są kompani. Wodzi wśród nich rej Naglik, 80 - hektarowy kułak, który uważa, że przy kieliszku i kartach najlepiej jest załatwiać różne interesy. Druga pijawka jest z typu miejskich. Posiada prywatny zakład mechaniczny w Aleksandrowie Kujawskim i drze skórę z klientów, na ile tylko pozwala jej sumienie. A pozwala na wiele...
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
